Strona ta wykorzystuje pliki cookies w celu realizacji swoich usług i funkcji zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz samodzielnie dostosować warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

wtorek, 16 lipca 2013

Porzuć rolę ofiary

wolność, być wolnym, porzucić rolę ofiaryŻyjemy w społeczeństwie w pewnym stopniu obciążonym piętnem uciemiężenia, ofiarności, ukrzyżowania, cierpienia. W dużym stopniu przez to wielu Polaków przejęło takie wzorce i skutecznie manifestuje je w swoim życiu z pokolenia na pokolenie. Widzimy, jak ciągle narzekają nasi dziadkowie, rodzice, więc narzekam my i będą narzekać nasze dzieci. Jednak nie przynosi to zadowalających rezultatów w życiu. Jesteśmy jednym z najbardziej zestresowanych społeczeństw, pozbawionym radości życia, lekkości i przekonanym o ciężarze własnego losu. Ciężarze chyba równym ciężarowi krzyża, który Chrystus dźwigał tuż przed ukrzyżowaniem. Z tym, że Chrystus powiedział, że nie musimy już ponownie przechodzić takiej ścieżki. Dlatego przestańmy się żywcem krzyżować, a zacznijmy żyć!

Obserwujmy swoje myśli oraz swoje wypowiedzi. Bądźmy świadomi tego, co myślimy i mówimy zamiast odruchowo ponawiać stare schematy czy wdawać się w ograniczające dyskusje, utwierdzając się wzajemnie w tym, co nam nie służy. Weźmy także odpowiedzialność za swoje życie. Przyjmując rolę ofiary obarczamy winą za nasze niepowodzenia czy złe samopoczucie wszystko i wszystkich dookoła wiecznie narzekając i użalając się nad sobą. Winni są wszyscy - począwszy od polityków, urzędników, sprzedawców, sąsiadów, policjantów, lekarzy, członków rodziny, bliskich, dalekich, obcych, znajomych... Wszyscy, tylko nie my. Winna jest pogoda, okolica, w której mieszkamy, kraj, miasto, praca, los, przypadek, sprzęt... Wszystko, tylko nie my. W sumie to nic dziwnego, bo tak jest łatwiej. Łatwiej jest narzekać i się użalać niż wziąć odpowiedzialność za swoje życie i zmienić w nim to, co nam nie odpowiada.

Jednak to tylko pozory. Tak naprawdę jednak łatwiej jest wyjść z roli ofiary i żyć kreując i manifestując to, co się chce. Wychodząc z tej roli musimy uznać, że sami jesteśmy kreatorami własnego życia, zdrowia, samopoczucia. Otwieramy się na tą koncepcję i zaczynamy dostrzegać w sobie te ograniczające programy czy schematy myślowe, które z uporem maniaka powtarzaliśmy. W dużej mierze już poprzez samo uświadomienie ich sobie je uwalniamy. Proces uwalniania wcale nie musi być PROCESEM, także przestańmy się PROCESOWAĆ i znów wchodzić w ten sposób w rolę ofiary, tylko zacznijmy puszczać ograniczenia. To może zająć dłuższy czas, ponieważ często uwalniając jakąś warstwę ograniczeń odsłania się nam następna, bo przecież zbieraliśmy je skrupulatnie przez wiele lat. Także w razie czego bądźmy dla siebie wyrozumiali i cierpliwi :). Pocieszające jest to, że każde uwolnione ograniczenie zbliża nas do Wolności, Jedności i Harmonii, stwarzając nasze życie lżejszym i piękniejszym. Kiedy Ciało, Umysł i Duch są w harmonii, to w naszym życiu dzieją się C-U-D-a! Ma to każdy z nas, jeśli tylko tak zechce i zacznie w tym kierunku działać uwalniając siebie.

W pierwszej kolejności zatem świadomie przestańmy narzekać. Obserwujmy swoje myśli, a szczególnie słowa i narzekanie zamieniajmy na inne optymistyczne stwierdzenia, np. "Znowu pada" na " O, pada - rośliny się ucieszą". Bądźmy czujni, aż brak narzekania stanie się naszym nowym sposobem życia :). Równolegle weźmy odpowiedzialność za swoje życie. Tak, możemy to zrobić i co więcej każdy z nas ma w sobie dość mocy, aby to zrobić. Mamy w sobie znacznie więcej mocy, niż nam się wydaje :). Tylko my sami swoimi wierzeniami na własny temat ograniczamy tą moc. Z chęcią przytoczę tu jedno z opowiadań zaczerpniętych z Bajek chińskich dla dorosłych Zbigniewa Królickiego, wyd. RAVI, 2007:

- Nie czuje swojej wartości - powiedział - wszyscy mną pomiatają i mówią mi, że do niczego się nie nadaje. I tak jest bo nic mi nie wychodzi tak, jakbym tego chciał. Jestem po prostu beznadziejny. Co mam zrobić żeby to zmienić? Co zrobić żeby wreszcie wszystko mi wychodziło i żeby inni mnie szanowali, bo teraz tylko się ze mnie śmieją albo wymagają rzeczy, którym nie mogę sprostać, albo po prostu mnie nie zauważają.

- To ważny problem - odpowiedział mistrz - ale zanim ci w nim pomogę, mam do ciebie prośbę - i tutaj ściągnął ze swojego palca pierścień - czy mógłbyś wziąć i sprzedać ten pierścień na targu, który odbywa się dziś w naszym miasteczku? Ale pamiętaj - nie za mniej niż za jednego dukata.

Młody człowiek się rozpromienił, bo to przecież łatwe zadanie, targ jest duży zatem na pewno znajdzie się kupiec. Z uśmiechem zatem skinął głową, wziął pierścień i powędrował na targ. Z nadzieją poszedł do pierwszego straganu i zaproponował zakup kupcowi. Ten tylko popatrzył na niego i odpowiedział, że nie interesuje go biżuteria.

Kolejny kupiec odpowiedział mu, że on sprzedaje owoce, inny zaproponował dużo niższą cenę za pierścień, kolejny zrobił mu wykład na temat niskiej wartości złota w obecnych czasach, inny chciał mu zapłacić materiałami, które sprzedawał. Ale młodzieniec był dalej pełen zapału - chodził od straganu do straganu, proponując kupno pierścienia za dukata i nikt nie chciał zapłacić mu wyznaczonej przez Mistrza ceny. Proponowali mu - owszem - niższe kwoty, ale on wiedział, że musi spełnić swoje zadanie. Z każdą kolejną chwilą opuszczała go nadzieja zastępowana zwątpieniem i poczuciem porażki.

- Może - pomyślał sobie - Mistrz w ten sposób chce mi powiedzieć, że tak naprawdę nie nadaje się zupełnie do niczego? Chce mi pokazać, że nie potrafię zrobić czegoś tak prostego jak sprzedaż pierścienia... Bo może faktycznie nic nie umiem, nic nie jestem wart? - i po tej myśli i po ostatnim kupcu na całym targu wrócił do swojego Mistrza, spodziewając się wykładu na temat swojej nieudolności; lecz kiedy Mistrz go zobaczył z pierścieniem w dłoni i smutna miną, uśmiechnął się tylko i powiedział:

- Jak widzę, nie udało ci się. Zatem mam do Ciebie kolejna prośbę, weź ten pierścień i pojedź do sąsiedniego miasteczka, do jubilera i po prostu się dowiedz ile jest wart, ale go nie sprzedawaj tylko wróć do mnie.

- To mi się na pewno uda - odpowiedział rozradowany młodzieniec. I bez chwili zwłoki ruszył do sąsiedniego miasteczka; jechał całą noc, ale gdy rano jubiler otwierał swój sklep, on już na niego czekał. I poprosił o wycenę.

Jubiler z namaszczeniem najpierw obejrzał pierścień, potem wyjął swoje lupy i z nie mniejsza uwagą skrupulatnie obejrzał kamień, a potem szeroko się uśmiechnął.

- To bardzo cenny pierścień, nigdy wcześniej nie widziałem tak oryginalnego szlifu i szlachetnego kształtu. W tej chwili mam tylko sto dukatów i tyle mogę Ci zapłacić za niego. Jednak gdybyś zechciał poczekać trochę, to znajdę kupca, który pewnie zapłaci i dziesięć razy więcej.

Młody człowiek nie wierzył własnym uszom. Jak to - na targu nikt nie chciał kupić tego pierścienia za jednego dukata, a ktoś może chcieć zapłacić za niego tysiąc? Nie wierzył własnym uszom, gdy jubiler nadal chwalił pierścień, mówiąc o nim tak jakby był najcenniejszym klejnotem na świecie - chwalił kunszt twórcy, każdy najmniejszy detal był zauważony i doceniony i okazywało się, że jest naprawdę wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, że prawdopodobnie na całym świecie nie ma takiego drugiego i dzięki temu jest tak naprawdę bezcenny.

- Może Mistrz chciał mi pokazać, że można mi zaufać, dając mi taki skarb? - pomyślał młody człowiek i podziękował jubilerowi za wycenę. Uradowany wrócił do swojego Mistrza i zaczął mu opowiadać, jak dużo może zarobić na sprzedaży pierścienia i jak bardzo jest on wyjątkowy. Mistrz jednak tylko pokiwał głową, wyciągnął rękę po swój pierścień i wkładając go na palec, powiedział:

- TO TY JESTEŚ TYM PIERŚCIENIEM :).


Podsumowując: przestańmy narzekać i weźmy odpowiedzialność za swoje życie. Przestańmy się też bać czy wstydzić działać, bo to są jedne z największych ograniczeń, które sobie stawiamy. Wziąć odpowiedzialność to oznacza też obserwować siebie, swoje reakcje (szczególnie te pełne emocji) i wskazówki płynące z ciała (w tym samopoczucie i dolegliwości). To wszystko to są informacje mówiące o naszych ograniczeniach, które domagają się uwolnienia. I tak naprawdę będą się domagały uwolnienia tak długo, aż je wreszcie uwolnimy, chyba że wybierzemy całkowite zagłuszenie siebie. Jest wiele dróg i technik wspomagających nasze uwalnianie się, także każdy może znaleźć coś dla siebie, co w danym momencie współdziała z nim najlepiej. Jednak przede wszystkim musimy chcieć to zrobić i zacząć działać krok po kroku z miłością i troską o największy skarb - nas samych.

0 komentarze: