Strona ta wykorzystuje pliki cookies w celu realizacji swoich usług i funkcji zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz samodzielnie dostosować warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Złoty środek

Trochę mi zajęło zrozumienie, czy też połączenie w jedną całość na pierwszy rzut oka przeciwstawnych wartości. Obie jakby nie było świadczą o dużej świadomości, jednak w jakże różny sposób. Mam tu na myśli przyjmowanie życia takim, jakie jest ze wszystkim tym, co dla nas ma. Przyjmowanie z otwartością i zrozumieniem oraz bycie z samym sobą i swoimi uczuciami czy emocjami podczas odbierania tego wszystkiego, co życie nam daje. Po drugiej stronie mostu, jak mogłoby się wydawać, leży własna moc kreacji, siła przekonań i własnego manifestowania. Czyli założenie, że mamy to, w co wierzymy. Nasza myśl, intencja są naszą siłą. Trzymając kurczowo jedno i drugie, człowiek może czuć się, jak na rozbujamy wahadle. Raz akceptacja i zrozumienie, a raz być może swego rodzaju walka czy niezgoda i kreowanie innego biegu zdarzeń.

Chciałabym zaznaczyć, że żadna walka nie może prowadzić do pokoju i harmonii. Walka i pokój to są kompletnie różne przestrzenie energetyczne i łącząc się z polem morfogenicznym walki niejako wykluczamy energie pola pokoju i harmonii. Także wszelka walka, nawet z pozoru w słusznej sprawie, niekoniecznie doprowadzi nas tam, gdzie tego chcemy. Wszelkie siłowe próby kontroli wynikają z naszego ego, fałszywego obrazu nas samych i otaczającego świata, w który uwierzyliśmy oraz z naszego braku głębszego zrozumienia. Dokładnie z tego samego wynikają także wszelkie nasze nadmierne, przerysowane i tak naprawdę zupełnie nieadekwatne do danej sytuacji reakcje emocjonalne. Wszystkie te reakcje, kiedy to ktoś inny „jest odpowiedzialny” za nasze odczucia wewnętrzne i zachowanie, bo to „przez niego” czujemy się teraz tak a nie inaczej.

Energii tego rodzaju „upartego” manifestowania nie można odnieść do subtelniejszych, bardziej otwartych form manifestowania, kiedy to nie dążymy uparcie do wybranych przez siebie wizji i rozwiązań. Zamiast tego pozwalamy polu torsyjnemu działać i manifestować najlepsze i najciekawsze rozwiązanie. Nie narzucamy ostatecznego wyniku, tylko manifestujemy w intencji, np. znalezienia najlepszej pracy dla nas, a dzięki temu stwarzamy w sobie i swoim życiu przestrzeń na pojawienie się często zaskakujących rozwiązań. Reszta zadzieje się sama, a my z akceptacją i zrozumieniem z poziomu obserwatora obserwujemy łańcuszek zmian. Zmiany są zawsze i to o nie tak naprawdę chodzi. Dzięki nim idziemy do przodu i to one są niejako siłą napędową życia. Nie gońmy uparcie za swoimi wizjami, „chceniami” i oczekiwaniami, ponieważ z łatwością możemy przegapić to, co życie ma nam do zaoferowania. A nie rzadko ta oferta jest znacznie bogatsza od tej,  którą sobie wymyśliliśmy. Nasza definicja szczęścia może się mieć nijak do tego, jak wygląda nasze prawdziwe szczęście, które często usuwa się na bok, gdyż nie ma szans przebić się przez tą naszą wizję. Tak samo, jak naszej prawdziwej esencji, naszej boskości trudno jest się przejawić, kiedy tak usilnie trzymamy się naszego obrazu siebie, który sami stworzyliśmy.

Jednym słowem szukajmy harmonii, dążmy do równowagi we wszystkim, co robimy. Nie bądźmy, jak na tym rozhulanym wahadle uparcie sięgając po skrajne rozwiązania. Otwórzmy się na to, co jest po środku, na to co do nas przychodzi od życia wysyłając intencje, aby przychodziło to, co jest dla nas najwspanialsze, byśmy mogli przejawiać swoją istotę w pełni.

0 komentarze: